II RAJD SZLAKIEM ELEKTROWNI WODNYCH – RELACJA

DSCN9593
Przed schroniskiem w Łupkach.
autorka: Nikola Ciołkosz

W poniedziałek (12.05.2014r. ) o 7 rano wyjechaliśmy autobusem do Jeleniej Góry. Pomimo wczesnej godziny wszyscy byli uśmiechnięci i pełni zapału do wycieczki. Gdy już dotarliśmy na miejsce deszcz delikatnie nas przestraszył, jednak tak łatwo się mu nie daliśmy i zwarcie ruszyliśmy dalej. Po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do pierwszej elektrowni, a mianowicie- elektrowni Bobrowice. Asia opowiedziała nam o niej co nieco i zostaliśmy po oprowadzeni, oglądaliśmy jak to wygląda „od środka”. Słońce zaczęło wychodzić, a my szliśmy przez las i dotarliśmy do uroczego miejsca, zwanego „Perłą Zachodu”. Usiedliśmy tam odpocząć i coś przekąsić, by nabrać sił na dalszą wędrówkę. Oczywiście nie odbyło się, bez małych wpadek, a raczej dużych (pozdrawiamy Huberta J.).

Po odpoczynku udaliśmy się do kolejnego punktu, czyli Elektrowni Bobrowice I. Następnie dotarliśmy do Elektrowni Wrzeszczyn, o której opowiedziała nam Kamila. Urządziliśmy tam sobie mały postój, a pogoda coraz bardziej nam dopisywała. Szlak nie był zawsze przyjemny, zdarzały się strumyki, błoto, a nawet wielkie konary drzew oraz przelotne opady deszczu. Lecz jak to mówią- przezorny zawsze ubezpieczony, więc nie mieliśmy z tym problemu, bo płaszcze przeciwdeszczowe dawały radę. Po długim „spacerze” w końcu doszliśmy do elektrowni wodnej Pilchowice I, o której wiadomości przybliżyła nam Magda. Ruszyliśmy dalej, czekało nas jeszcze sporo kilometrów. Jednak dzięki miłemu towarzystwu szybko nam ten czas minął, było dużo śmiechu i rozmów. We Wleniu zwiedziliśmy Dino. Wieczorem dotarliśmy do upragnionego przez wszystkich schroniska w Łupkach. Zostały nam przydzielone pokoje, rozpakowaliśmy się i zorganizowaliśmy ognisko, przy którego płomieniach siedzieliśmy do późnej godziny.

Rano po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Jak zapowiadał Pan to miał być lekki dzień i mniej kilometrów niż wczoraj, jednak okazało się zupełnie inaczej. Najpierw była przyjemna droga, zwiedzanie Zamku Legend Śląskich, a potem rozpoczął się „maraton”. Oznaczenia szlaku były niewidoczne, a co się z tym wiąże- trochę się pogubiliśmy. Gdyby nie Emil to nie trafilibyśmy, prowadził łąkami, lasami i dzikimi terenami, ale udało mu się. Największą euforię wywołał jednak widok na rozpościerające się przed nami miasto- nasz punkt docelowy, czyli Lubomierz. Gdy do niego dotarliśmy, obejrzeliśmy słynny Zaułek Filmowy. Następnie udaliśmy się coś zjeść i rajd dobiegł końca. Wszyscy mile go wspominają i z chęcią wybraliby się po raz drugi.


Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.